Czy to już koniec psów ratowników w PSP w Nowym Sączu?

Po katastrofie w Gdańsku-Wrzeszczu w 1995 r. zrodziła się inicjatywa szkolenia i użycia psów w celu odnajdywania osób zasypanych, zagruzowanych czy zaginionych. Jako pierwszy zaczął szkolenie na własną rękę Mirosław Pulit ze swym owczarkiem „Jak”. W grudniu 1994 r. z inicjatywy dowódcy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Sączu Macieja Haloty oraz działaczy samorządowych Urzędu Gminy Chełmiec została powołana sekcja Ratowniczych Psów Poszukiwawczych OSP w Niskowej. Sześć pierwszych psów (głównie owczarki niemieckie, owczarek szkocki colie i sznaucer) szkolono pod kierunkiem tresera Związku Kynologicznego Krzysztofa Szymańskiego. Sądecka grupa zaczęła się szybko rozwijać: otrzymała dofinansowanie i zbudowano poligon (gruzowisko do ćwiczeń). Pod koniec 1997 r. zakupiono pierwszego psa „Polo” z pieniędzy państwowych należącego już do PSP. Dnia 15 lipca 1998 r. powołano pierwszą w kraju Grupę Poszukiwawczo-Ratowniczą. Wówczas posiadała już 12 psów.
Od samego początku była zobowiązana do działań. Grupa brała udział w ponad 60 akcjach, mniej lub bardziej nagłośnionych. Do najbardziej spektakularnych można zaliczyć: w kraju akcja po zawaleniu się hali wystawowej w Chorzowie-Katowicach, a za granicą w Turcji, Iranie, Pakistanie i ostatnio na Haiti.
Pies ratowniczy, specjalnie wyszkolony, w oparciu o swoje zmysły jest w stanie odnajdywać osoby zasypane, zagruzowane czy zaginione. Jego kwalifikacje muszą być potwierdzone certyfikatem.
Wybrane szczeniaki już od najmłodszych lat uczy się posłuszeństwa i oczekuje się wykonywania prostych komend. Jego przewodnik jest odpowiedzialny za zapewnienie mu miejsca, pożywienia i opieki weterynarza. Psiak staje się częścią rodziny. Często spędza ze swym treserem całe dnie, aby ten mógł go poznać, sprawdzić, jak zachowuje się w danych sytuacjach.
- Po paru latach więź między nimi jest bardzo silna, gdyż czworonóg jest wspaniałym kompanem, potrafi z daleka rozpoznać swego opiekuna, radośnie skacząc i merdając ogonem, a ponadto jest doskonałym towarzyszem zabaw z dziećmi – mówi jeden z treserów asp. szt. Krzysztof Gruca.
Rasami nadającymi się do szkolenia są m.in.: labrador retriever, golden retriever, owczarek niemiecki, owczarek belgijski malinois, owczarek szkocki collie, border colie, seter szkocki gordon, sznaucer średni, terier irlandzki i owczarek szetlandzki. Najlepszy pies do szkolenia musi być zrównoważony, nieprzewrażliwiony i doskonale adaptujący się w nowych środowiskach.
W ostatnim czasie PSP zmaga się z problemem braku chętnych na przewodników psów ratowniczych, wśród zawodowych, czynnie pracujących strażaków. Powodów jest wiele. Jednym z nich jest wielka odpowiedzialność za czworonoga. Zwierzę jak zwierzę, trzeba się nim zajmować, poświęcać mu czas, zapewnić miejsce, pożywienie i opiekę weterynarza. Następnym powodem są kwalifikacje, gdyż należy nabyć pewnych umiejętności, by móc szkolić psy na ratowników. Ludzie zrażają się również trudnymi i częstymi egzaminami, które na chwilę obecną zdaje zaledwie 30 proc. Tak nikłą zdawalność spowodowało również zaostrzenie wymagań co do przewodników i psów. Następną przeszkodą są chęci. Należy podkreślić, że praca przewodnika psa nie jest etatem, lecz dodatkowym zadaniem powierzonym chętnym strażakom bez względu na zajmowane stanowiska.
- Ponadto, aby osiągnąć dobre wyniki szkoleniowe, niezbędne są codzienne treningi i minimum raz w tygodniu wielogodzinne ćwiczenia z instruktorem - zaznacza Krzysztof Gruca.
Praca w terenie nie jest łatwa, wiąże się z przedzieraniem się nocami przez lasy, grzęźnięciem w błotach i bagnach oraz zmęczeniem. W takich sytuacjach jest niezwykle ważna współpraca z podopiecznym.
Dziś, gdy tempo życia jest zawrotne, ludzie nie znajdują czasu na tego typu zajęcia. Pochłania ich praca, nieraz na dwóch etatach, rodzina, konieczność podnoszenia kwalifikacji, takie życie w ciągłym biegu nie pozwala im na szkolenie psa.
Cały ciężar poszukiwawczy spoczywa teraz na Buddym i Maxie – pozostałym psom. Wielką szkodą byłby upadek sekcji psów w GPR, ze względu na ograniczone możliwości działania, efektywność i niespełnienie standardów międzynarodowych. Sądeckie psy ratownicze doskonale promują Nowy Sącz na świecie, a ich utrata byłaby równoznaczna ze zniknięciem kapitalnej marki miasta. Mimo żmudnej pracy, jaką jest opieka i szkolenie psów ratowników, to bezcenną rzeczą jest z pewnością satysfakcja z uratowania ludzkiego życia, spotkanie z innymi kulturami oraz wdzięczność i liczne zaszczyty za niesioną pomoc. Bardzo istotną rzeczą jest promowanie idei psów ratowników wśród sądeckiej młodzieży, mając nadzieję, iż z jej szeregów w przyszłości będą się rekrutować kolejni ratownicy.
Bo czy jest coś wspanialszego niż poświęcenie swojego czasu dla ratowania innych ludzi?
(AG)
Fot. Arch. PSP w Nowym Sączu
Źródło: www.sadeczanin.info


























